
Chyba wroce do zarzuconego dawno przeze mnie projektu domowego muzykowania. Na poczatek bierzemy z dzieciakami 4`33 Johna Cage, w prawdopodobnym skladzie: ja - gitara akustyczna preparowana, homemeade cither, signal processing; Kubus - flety proste, piszczalki, instr. perkusyjne wlasnej roboty, gitara arco; Ola - dzwonki, spiew, rozne drobne szpargały; Zuza - gryzienie i piszczenie... Sesja bedzie nagrana i obfotografowana, to pewnie cos umieszcze tutaj :)
Tym samym wracamy do starodawnego, jeszcze z renesansu pochodzacego, zwyczaju uprawiania muzyki w domu, przez amatorow (angielskie, domowe "viol consorts", spiewy wieloglosowe, etc.) Jak pisal Cornelius Cardew " nikt nie moze sie angazowac w muzyke w sposob wylacznie profesjonalny". A wiec wszystko oczywiscie w duchu swobodnego muzykowania i zdrowej anarchicznosci! Jest duza szansa na wykonanie przez Ole woklanego tematu z filmow o Barbie, czym wlaczmy sie w akcje Greenpeace przeciwko drzeworzeźniczym dzialaniom firmy Mattel!
(na fotce obraz Abrahama Bosse, przedstawiajacy taki rodzaj muzykowania, w postaci "broken consort" - za Wikipedia)